czas…
June 21, 2009 – 8:40 pm dodał: Arvind Junejaprzeważnie mi go brak, co widać po moim blogu :) ale ostatnio miałem okazje rozmawiać na temat szkoleń i czegoś co się nazywa “coaching”…
generalnie coaching nie był dla mnie jakąś nowością i jakoś nie specjalnie mnie dziwiło że pojawiło się pytanie “czemu ludzie nie chcą korzystać z coachingu”? Odpowiedź na to pytanie jest dość prosta.. ale odpowiem Wam pytaniem, na jakich szkoleniach byliście przez ostatnie 2 lata? Jakie szkolenia rozpatrywaliście kiedy myśleliście o swoim rozwoju?
ja tak patrzę wstecz i przypominam sobie pytanie znajomych co takiego lubię w szkoleniach i odpowiedzią było przeważnie że lubię wiedzę w pigułce.. bo. oszczędzam czas… no ale ok, pójdę na jedno, dwa, trzy szkolenia… i zaoszczędziłem czas bo dostałem szybko to co chciałem… pójdę na 5-10 szkoleń i hmm i co? i nagle mam wiedzę której… no nie mam czasu użyć, powiedzmy wprost.. a co się dzieje kiedy człowiek ma wiedzę, praktykę etc. ale nie potrafi jej efektywnie używać?
ano tu wchodzi coaching, tu wchodzi praca na zasobach… czy więc jest już czas na to żebym poszedł do coacha? czy czuję że mam tyle zasobów że pora żeby mi ktoś je poukładał? I…I don’t think so.. teraz jest czas dla mnie, żebym sam sprawdził co mam, co potrafię i żebym opanował to co we mnie siedzi i co zbierałem przez ostatnie lata.. hmmm… dla kogo jest więc coach? z tego co patrzymy po ofertach to dla “Top managementu” dla egzekjutivów i innych… czyli teoretycznie dla tych którzy już są “ogarnięci” na tyle by być egzekjutiwami… liderów, ludzi sukcesu - przy założeniu że nie stanowisko sprawia że ktoś osiągnął sukces a to czym sobie na nie zapracował i co z nim zrobił - z pewnością praca na zasobach nie ominęła i nie ominie.. ale tak szczerze, ile osób od razu celuje w bycie liderem i patrzy na samą górę? mało… a dlaczego?
nie wiem.. jak dla mnie coaching jako usługa może jest dopracowana, może daje wyniki.. nie wątpię.. jako produkt jednak swój target ogranicza tylko do tych którzy już ich nie potrzebują… (demonizuję? :P)
no ale o czasie miałem… no więc doszedłem do wniosku że mimo iż moja doba ma już 35 godzin to jednak czuję że mogę lepiej, mogę więcej jeśli uda mi się te dodatkowe 10 godzin jakoś ułożyć.. przy czm nie mówię tu o harmonogramie pracy bo ten przy pracy zdalnej i takiej jak moja - społecznośc nie sypia ;] - musiałby być rozłożony na 35 h;]
może pora się przejść na szkolenie z zarządzania czasem? może wystarczy przeczytać książkę? a może po prostu przejrzeć przemyślenia tych którzy przerobili i jedną i drugą drogę? rynek szkoleń w naszym kraju zepsuła Unia, to nie ma wątpliwości, przez to też szkoleń się boję… a może po prostu nozbe?
zobaczymy, w każdym razie doszedłem do wniosku że jetem w etapie w którym jak nie ogarnę aktualnych zasobów to wrzucanie nowych spowoduje overload i system failure… no i tyle… mam nadzieję że coś zrozumieliście z moich wypocin ;) w razie czego mam fajną analogię z komputerami w tle :P







