September 21, 2008 – 1:16 am dodał:
Arvind Juneja
z góry przepraszam moich czytelników za chaos który napotkacie w poście poniżej… piszę go pod wpływem emocji, wiem że na “trzeźwy umysł” bym tego tak nie napisał, pewnie w ogóle bym tego nie napisał… tak czy inaczej, zapraszam do czytania.. (trzeźwy umysł = taki spokojny, bez emocji, nie jestem pijany jeśli o tym pomyśleliście, chyba że upicie tym co się widzi się liczy…)..
a więc miałem przed chwilą możliwość porozmawiania z człowiekiem który zmierzył się dzisiaj ze swoimi poglądami, ze swoim spojrzeniem na świat… a przynajmniej tak mu się wydawało.. człowiek ten priorytezował w swoim życiu pewne wartości i zdarzenia… przynajmniej tak było – jak sądzę, nie jestem nim wiec na 100% nie wiem – parę lat temu, kiedy jako młodszy człowiek mógł beztrosko podejść do życia…
dzisiaj jednak jako osoba starsza, skonfrontował się ze swoimi poglądami, wykonał pewną czynność która wydaje mu się ważna i z pewnych względów czuje się tak jakby życie zrobiło go w balona…
ja jednak patrząc na niego widząc że przecież nic się nie stało zacząłem się zastanawiać w czym rzecz… czemu tak wartościowy człowiek gnębi się jakimś zdarzeniem w taki sposób jakby kończyło się tu jego życie..
o czym mowa? o egzaminach, gość się obronił a teraz po dwóch miesiącach ostrej nauki zdawał jakiś tam egzamin, tak, nie wiem jaki, ale to nie ma znaczenia, grunt że po tym egzaminie jest dobity bo przygotowywał się 2 miesiące…
jest dobity ale ja widzę – bezczelny jestem, nie? :D – że nie dlatego że mu egzamin średnio poszedł (tak przynajmniej sądzi, bo wyników jeszcze nie ma ale przecież zawsze można się pozamartwiać za wczasu ;] ) ale dla tego że tak szczerze mówiąc to sam nie rozumie czemu się tak tym przygnębia, sam do końca nie wie czego chce…
elastyczność, moi kochani, elastyczność, czyli umiejętność dostrzegania tego że ideologie którymi kierowaliśmy się 7 lat temu odsunęły się już na inny plan bo świat i nasz światopogląd zmienia się z każdym dniem… nie każdy jednak ma czas by to zauważyć i w czasie gdy wewnątrz niego buduje się nowe spojrzenie na wszystko on nadal tkwi w świętym przekonaniu że ważne jest to co wydawało mu się ważne 10 lat temu..
i nikt tu nie jest winny, to nie nasza wina że wskazówka sekundnika w zegarkach zasuwa coraz szybciej i nie mamy sie kiedy zatrzymać i zastanowić o co nam tak naprawdę chodzi…
to nie nasza wina że nie mamy czasu stanąć i zadać sobie ważne pytanie w postaci “WTF?!”…
nikt nie jest winny więc nie ma się co obwiniać i zadręczać, pamiętać trzeba że obojętnie od tego czy popełnialiśmy błąd przez tydzień, miesiąc czy 5 lat to jutro jest jutro i możemy przecież ruszyć od nowa, całe życie jest przed nami i jeśli się nie złamiemy to mamy za sobą wiele lat doświadczeń, wiele lat męczarni i to wszystko pracowało na to byśmy dziś byli tym kim jesteśmy..
odkąd tylko pamiętam przykładałem wagę do rzeczy które dla innych były śmieszne, jestem i byłem przewrażliwiony na pewnych płaszczyznach jednak nigdy – co wg. niektórych jest nieodpowiedzialne, niedojrzałe etc. – nie skupiałem się na tym że coś mi nie wyszło, że coś zrobiłem nie tak etc.
nie oznacza to że jestem ignorantem który nie potrafi się uczyć na własnych błędach, wręcz przeciwnie, wolę zastanowić się co dobrego mogę wynieść ze swojej porażki niż zamartwiać się że coś zwaliłem… no zwaliłem i tyle, co z tego, żyję? żyję! więc czemu mam płakać? Bogiem nie jestem, błędy popełniam jak każdy innym, wolno mi…
grunt że z takim nastawieniem nawet z łzami w oczach, z otwartą raną czy bez z krzykiem w uszach jestem w stanie z głową do góry zacząć nowy dzień, grunt że potrafię każdego dnia stwierdzić “damy radę, kto jak nie my”…
i wiecie co mnie wkurza? wkurza mnie jak ktoś sugeruje że po tzw. “porażce” powinienem się załamać, zastanowić nad sobą czy coś w ten deseń.. wkurza mnie kiedy ktoś mi sugeruje że popełnienie błędu to jakiś grzech i że nie powinienem popełniać błędów… a co ja jestem?
nauczmy się – wszyscy, mi też się zdarza zapomnieć – że świat jest doskonały dlatego że doskonały nie jest, ani nie jesteśmy my i nie trzeba się na tym skupiać… świat jest piękny bo każdego dnia potrafi nam zaoferować coś nowego i choć czasem wywołuje smutek a czasem ból to jak go odbierzemy zależy już od nas.. i nikt i nic nie zmieni tego jak sami zechcemy go odebrać…
tak że decyzja należy do Ciebie mój drogi czytelniku,
decyzja polegająca na tym jak odbierzesz każdy moment swojego życia, czy się załamiesz czy z łzami w oczach się podniesiesz, uśmiechniesz, strzelisz sobie w twarz i pójdziesz dalej :)
bo czasu mamy mało, trzeba go wykorzystać, żyjąc pełnią życia i czerpiąc z tego co nas dotąd wykańczało…
nie ma nic bardziej wartościowego niż czas…
skupmy się więc na uśmiechu, na uczuciach pozytywnych i chwilach których nie zapomnimy… chwilach radości, zapomnienia i uniesienia.. chwilach dla których w ogóle coś robimy.. bo nie po to się kupuje auto żeby je mieć a po to by móc się nim przejechać, ergo. żyjemy dla chwili w której przejedziemy się nową bryką. Nie po to kupuje się dom/mieszkanie by je mieć a po to by przeżyć w nim chwile piękne z kimś drugim.. nie po to się działa by mieć a po to by to co się ma móc wykorzystać…
a to co negatywne odrzućmy, “zwalony humor” jest mało wart i nie stać go na moją “dniówkę” :) więc niech spada.. trzeba się cenić, right? :)
dobra, kończę ten post, chyba wylałem trochę z siebie :) a teraz wleję w siebie odrobinę coca-coli i dokończę pisać coś innego a Wam dziękuję za poświęcenie chwili na przeczytanie tego postu :)
pozdrawiam,
rozmyślający arvind :)
Kategorie: przemyślenia | 10 Komentarzy »