TP S.A. – Korporacja olewająca klienta

December 1, 2008 – 11:34 pm dodał: Arvind Juneja


Drodzy czytelnicy mojego bloga. niniejszy wpis dedykuję wszystkim tym którzy mieli w życiu wątpliwą przyjemność z Telekomunikacją Polską S.A. Przedstawiać jej raczej nikomu nie muszę więc od razu przejdę do rzeczy.

Jak część z Was wie przez rok (2007/2008) mieszkałem w Warszawie gdzie najpierw miałem neostradę – która się zepsuła a że nie potrafili naprawić to musiałem zerwać umowę – a następnie miałem cudnego Astera 10mbps.. Mówię Wam że miałem 10mbps abyście mogli odczuć szok jaki przeżyłem po powrocie do Sobień..

A więc w lipcu tego roku wróciłem do Sobień, z wielu względów, dziś nie o tym. Mieliśmy tu Neostradę 512kbps. Z 10mbps na 512kbps zejść się da…boli, ale się da. Jednak w związku z małymi roszadami w zamieszkiwaniu domu objąłem dowodzenie a że mam działalność postanowiliśmy że przepiszemy linię na mnie i moją firmę.

Czytaj dalej… »

wypruty

November 29, 2008 – 8:28 pm dodał: Arvind Juneja


czuję się wypruty.. poważnie..

ostatnie miesiące były dla mnie masakrycznie wyczerpujące, począwszy od problemów z tepsą po długie i męczące wyczekiwanie pierwszego w życiu namacalnego śladu swojej – a mówcie se co chcecie – ciężkiej pracy… bah, nawet napisałem w międzyczasie rozdział do książki … wszystko to oczywiście doprawione awarią laptopa a następnie kupnem nowego który okazał się zepsuty od nowości… pracą przez 3 dni via przeglądarka w telefonie (sic!)….no i faktem że po tę chwilę mam 283kbps i ból głowy jak po 2 dniowym piciu…

ale to nie %.. to dziwne uczucie nagłego uspokojenia się wszystkiego wokół mnie… neo zaraz zacznie działać, kijanka w garażu, rozdział u wydawcy, laptop naprawiony.. wszystko wraca do normy.. ale za szybko, zbyt gwałtownie.. jak u nurka który w ułamku sekudny po utracie tlenu wynurza się z 200m .. jak nagła zmiana ciśnienia w samolocie..

cisza boli, c’nie? i co gorsze, nie da się jej zagłuszyć…

p.s. dla tych co się zastanawiali na blipie, nie ma czegoś takiego jak imieniny dla imienia arvind. Ale i tak miło że szukaliście.. aa i jeszcze jedna rzecz, www.sobienie.pl są znów online, mile widziane komentarze opinie i whateva…

aaaaa ide….

Zazdrość

October 31, 2008 – 12:36 am dodał: Arvind Juneja


Ludzie dzielą się na tych, co im się zazdrości i co oni zazdroszczą.

Wiesław Myśliwski — Kamień na kamieniu(Rozdział V Matka)

taa.. zazdrość.. zdarza Wam sie  ”zazdrościć” ? mi tak.. ale zazdrość którą odczuwa zmieniła się.. to już nie to “ale on ma fajną zabawkę” co kiedyś.. nie wiem, może czas mi pokazał że na tą zabawkę ktoś ostro zapracował – sam to odczułem na sobie – może po prostu zrozumiałem że patrzeniem na to co ktoś ma i myślenie jak szkoda że ja tego nie mam  jest mniej skutecznie niż myślenie co zrobić żebym to miał i działanie… jedyne czego zazdroszczę dzisiaj to tego z czym ludzie się rodzą.. a jest to np. głos.. 

zawsze chciałem śpiewać, wiecie? kiedyś nawet próbowałem.. na obozowych “festiwalach”.. nawet wygrałem jakiegoś pluszaka.. oj zazdroszczę afroamerykanom tego ich glosu.. u nich śpiew jest tak normalną umiejętnością jak robienie wsadów :)

ale wiecie co jest dobrego w “zazdrości”?

Czytaj dalej… »

Stuff for me ;)

October 15, 2008 – 1:08 pm dodał: Arvind Juneja


muszę się do czegos przyznać, od jakiegoś czasu to to poniżej poprawia mi humor :)

dawno nie widziałem czegoś co by tak idealnie trafiało w ten guzik z podpisem “śmiechawka” :)

I’m so obsessed with this right now ;)

“The Woman”

October 12, 2008 – 11:08 pm dodał: Arvind Juneja


so I just got back from the cinema. Yep, I was on “The Woman” movie… It was ok, not the best but not crappy either. Just a simple movie about few “ladies” + Eva Mendez (such a shame there was just sooo little her in that movie … )…

but anyway, what I got from that movie and I want to share with you people is something that goes like this:

“Sometimes it’s better just to stfu and sit. Then you just wait and see what happens next”

It’s not a quote, don’t ask me how did I came up with it after watching the movie, point is I did and now I’ve got to think…

Poza tym przyszła mi do glowy jeszcze jedna rzecz. Pisząc bloga czy na łamach jakiegoś forum możemy zastanowić się 10 razy zanim wyślemy swoją wiadomość.. choć nie wszyscy z tej możliwości korzystają to jednak ona istnieje… zauważyłem jednak że pisząc na blogu przeważnie przelewam na żywo to co mi przychodzi do głowy, tak jak teraz (czego efektem jest że wiele osób uważa że piszę jakieś niezrozumiałe bzdety :P). Zastanawiam się, jakby wyglądał wpis na blogu gdyby nie było guzika [backspace] , ctrl+A a po tym [del] … widziałem gdzieś jakiegoś bloga gdzie wpisy były skanowane z papieru. Tak, ktoś pisał pamiętnik a następnie wyrywał kartkę, kładł na skaner i umieszczał na blogu notkę.. były tam skreślenia, rysuneczki i inne cuda…. ciekaw jestem czy bym tak potrafił…

Żeby nie poruszyć zbyt wielu wątków naraz – bo jeszcze mi ktoś powie że piszę nie zrozumiale – mam Wam do zakomunikowania jeszcze jedną rzecz. Piszę coś do dużej publikacji. Piszę i to pisanie mi nie idzie zupełnie. Piszę piszę i co rusz dowiaduję się czegoś nowego i momentam dochodzę do wniosku “człowieku, tyle jeszcze do nauczenia a Ty chcesz innych nauczać?” .. po czym stwierdzam że zawsze jest coś czego można się nauczyć więc to chyba norma że nnie wiem wszystkiego (a kto wie?)..

tak czy inaczej potrzebuję motywacji, wsparcia i zacięcia… dajcie mi kopa i jakoś pójdzie…plz :)
and that would be all for today, let me get back to do the thing I do.. which some of you don’t like ;)

cheers!

zachwyć się – podniety dnia codziennego :)

September 30, 2008 – 11:08 pm dodał: Arvind Juneja


wiecie co? muszę się przyznać do pewnej słabości.. lubię się zachwycać .. czym? a dosłownie wszystkim.. lubię się zachwycić nowo nabytym przedmiotem, obojętnie jak marny by nie był.. lubię się zachwycić tym że skorzystałem z jakiegoś fajnego programu, bo przecież on jest taki użyteczny.. wiem że jest kupa innych, bardziej wypasionych ale co za różnica? spełnił swoją funkcję i to było fajne…

lubię słuchać ludzi którzy się chwalą, lubię słuchać o ich dokonaniach, albo o relacjach z jakiegoś niesamowitego zdarzenia którego byli świadkiem.. lubię przyjąć ich “ekscytację” tym co mówią.. to takjakbym dostał kawałek uśmiechu od nich :)

lubię się zachwycać tym że komuś znajomemu coś wyszło, przecież to takie cudowne coś osiągnać…

ostatnio też lubię się zachwycać zdjęciami które robię.. np takim kotkiem czy jesiennymi klimatami .. marne? nie wiem, wiem za to że są moje i mam prawo z nimi zrobić co zechcę, np. mogę się nimi zachwycić :)

fajnie jest czerpać uśmiech z każdego milimetra otoczenia…

czasem ktoś mi zarzuca że jestem zadufany w sobie, że się przechwalam, że jestem ble, że mam o sobie za wysokie mniemanie itp…

ja zdaję sobię sprawę z tego że nie jestem ideałem, ba, daleko mi do ideału… znam swoją wartość i generalnie jestem jej świadom… a to czy mimo tego jak niska by ona nie była potrafię z głową do góry iść każdego dnia to zasługa właśnie tego że potrafię się cieszyć z małych sukcesów których w naszym życiu jest pełno… trzeba je tylko dostrzec…

czemu więc i mi zdarza się zdołować? no ludzie, proszę Was, jesteśmy tylko ludźmi :) Ying Yang right? za długo patrząc w słońce możemy sobie wypalić oczy… a takie łezki nawilżą… a jak będzie ich sporo to z przejaśnieniem przyniosą tęczę..

a wiecie co mnie w tej chwili np. strasznie zachwyciło i ucieszyło? że aż mam uśmiech od ucha do ucha? :)

ano to, że to co w tej chwili przelewam o tu w tego oto posta zaraz zobaczycie :) przeczytacie i może, może się nawet uśmiechniecie! :)

just try it ;)

Gdzie jesteś – Trollu!

September 28, 2008 – 2:16 am dodał: Arvind Juneja


Poszukuję wszelkich informacji na temat historii trollów Polskich :) Wszelkie akcje w stylu dzieci neo itp.
Będę wdzięczny za linki itp. na adresik : arvind [małpka] oumm.pl :)

(zbieram materiały do publikacji… możliwe że na tegoroczne święta będę miał dla Was niespodziankę ;])…

Ja też jestem idiotą? :)

September 28, 2008 – 2:13 am dodał: Arvind Juneja


Podążając tropem ^fanatyka zwróciłem uwagę że ostatnio coraz więcej kupuję przez internet. Przez ostatnie kilka tygodni skorzystałem chyba z conajmniej 4 różnych sklepów internetowych + allegro.pl .

Przed godziną zorientowałem się że mój kompjuter trochę się ślimaczy bo jedzie na sdramach.. no mniejsza o szczegóły, grunt że postanowiłem coś z tym zrobić i zacząłem przeglądać allegro żeby sprawdzić ceny + serwisy w stylu benchmark.pl i egielda.pl w celu sprawdzenia wszystkich możliwych modeli ;)

w końcu doszedłem do wniosku – przestań patrzeć na ułamki (pozdrawiam Krzysztofa ^^) – patrz na cenę..

odpaliłem ceneo.. jakoś tak.. nijak.. do ceneo się przekonać nie mogę…

odpaliłem sklep z którego zawsze brałem i znalazłem tam ram za 189 pln… no to tym razem postanowiłem jednak sprawdzić z ceneo :) i okazało się że we wspomnianym przez Fanatyka Agito.pl wynosiła 159 :) no to sobie zamówiłem, choć nie bardzo rozumiem czemu nigdzie nie było okienka do przelewu to cała procedurka narazie przeszła sprawnie…..

—- ale ja nie o tym!

Kiedyś, dawno dawno temu mialem okazję rozmawiać z kimś kto opowiadał mi genezę hasła “Nie dla idiotów”. Wg. tego kogoś hasło to zostało zaczerpnięte z niemieckiej wersji reklamy z której przekaz brzmiał następująco “U nas jest tanio, bo wiemy że nie jesteś idiotą” ….

jest różnica nie? teraz z kolei to hasło “Bo wiemy że nie jesteś idiotą” bardziej pasuje mi do Agito które serwuje nam takie filmy:

czego chcesz?

September 21, 2008 – 1:16 am dodał: Arvind Juneja


z góry przepraszam moich czytelników za chaos który napotkacie w poście poniżej… piszę go pod wpływem emocji, wiem że na “trzeźwy umysł” bym tego tak nie napisał, pewnie w ogóle bym tego nie napisał… tak czy inaczej, zapraszam do czytania.. (trzeźwy umysł = taki spokojny, bez emocji, nie jestem pijany jeśli o tym pomyśleliście, chyba że upicie tym co się widzi się liczy…)..

a więc miałem przed chwilą możliwość porozmawiania z człowiekiem który zmierzył się dzisiaj ze swoimi poglądami, ze swoim spojrzeniem na świat… a przynajmniej tak mu się wydawało.. człowiek ten priorytezował w swoim życiu pewne wartości i zdarzenia… przynajmniej tak było – jak sądzę, nie jestem nim wiec na 100% nie wiem – parę lat temu, kiedy jako młodszy człowiek mógł beztrosko podejść do życia…

dzisiaj jednak jako osoba starsza, skonfrontował się ze swoimi poglądami, wykonał pewną czynność która wydaje mu się ważna i z pewnych względów czuje się tak jakby życie zrobiło go w balona…

ja jednak patrząc na niego widząc że przecież nic się nie stało zacząłem się zastanawiać w czym rzecz… czemu tak wartościowy człowiek gnębi się jakimś zdarzeniem w taki sposób jakby kończyło się tu jego życie..

o czym mowa? o egzaminach, gość się obronił a teraz po dwóch miesiącach ostrej nauki zdawał jakiś tam egzamin, tak, nie wiem jaki, ale to nie ma znaczenia, grunt że po tym egzaminie jest dobity bo przygotowywał się 2 miesiące…

jest dobity ale ja widzę – bezczelny jestem, nie? :D – że nie dlatego że mu egzamin średnio poszedł (tak przynajmniej sądzi, bo wyników jeszcze nie ma ale przecież zawsze można się pozamartwiać za wczasu ;] ) ale dla tego że tak szczerze mówiąc to sam nie rozumie czemu się tak tym przygnębia, sam do końca nie wie czego chce…

elastyczność, moi kochani, elastyczność, czyli umiejętność dostrzegania tego że ideologie którymi kierowaliśmy się 7 lat temu odsunęły się już na inny plan bo świat i nasz światopogląd zmienia się z każdym dniem… nie każdy jednak ma czas by to zauważyć i w czasie gdy wewnątrz niego buduje się nowe spojrzenie na wszystko on nadal tkwi w świętym przekonaniu że ważne jest to co wydawało mu się ważne 10 lat temu..

i nikt tu nie jest winny, to nie nasza wina że wskazówka sekundnika w zegarkach zasuwa coraz szybciej i nie mamy sie kiedy zatrzymać i zastanowić o co nam tak naprawdę chodzi…

to nie nasza wina że nie mamy czasu stanąć i zadać sobie ważne pytanie w postaci “WTF?!”…
nikt nie jest winny więc nie ma się co obwiniać i zadręczać, pamiętać trzeba że obojętnie od tego czy popełnialiśmy błąd przez tydzień, miesiąc czy 5 lat to jutro jest jutro i możemy przecież ruszyć od nowa, całe życie jest przed nami i jeśli się nie złamiemy to mamy za sobą wiele lat doświadczeń, wiele lat męczarni i to wszystko pracowało na to byśmy dziś byli tym kim jesteśmy..

odkąd tylko pamiętam przykładałem wagę do rzeczy które dla innych były śmieszne, jestem i byłem przewrażliwiony na pewnych płaszczyznach jednak nigdy – co wg. niektórych jest nieodpowiedzialne, niedojrzałe etc. – nie skupiałem się na tym że coś mi nie wyszło, że coś zrobiłem nie tak etc.

nie oznacza to że jestem ignorantem który nie potrafi się uczyć na własnych błędach, wręcz przeciwnie, wolę zastanowić się co dobrego mogę wynieść ze swojej porażki niż zamartwiać się że coś zwaliłem… no zwaliłem i tyle, co z tego, żyję? żyję! więc czemu mam płakać? Bogiem nie jestem, błędy popełniam jak każdy innym, wolno mi…

grunt że z takim nastawieniem nawet z łzami w oczach, z otwartą raną czy bez z krzykiem w uszach jestem w stanie z głową do góry zacząć nowy dzień, grunt że potrafię każdego dnia stwierdzić “damy radę, kto jak nie my”…

i wiecie co mnie wkurza? wkurza mnie jak ktoś sugeruje że po tzw. “porażce” powinienem się załamać, zastanowić nad sobą czy coś w ten deseń.. wkurza mnie kiedy ktoś mi sugeruje że popełnienie błędu to jakiś grzech i że nie powinienem popełniać błędów… a co ja jestem?

nauczmy się – wszyscy, mi też się zdarza zapomnieć – że świat jest doskonały dlatego że doskonały nie jest, ani nie jesteśmy my i nie trzeba się na tym skupiać… świat jest piękny bo każdego dnia potrafi nam zaoferować coś nowego i choć czasem wywołuje smutek a czasem ból to jak go odbierzemy zależy już od nas.. i nikt i nic nie zmieni tego jak sami zechcemy go odebrać…

tak że decyzja należy do Ciebie mój drogi czytelniku,
decyzja polegająca na tym jak odbierzesz każdy moment swojego życia, czy się załamiesz czy z łzami w oczach się podniesiesz, uśmiechniesz, strzelisz sobie w twarz i pójdziesz dalej :)

bo czasu mamy mało, trzeba go wykorzystać, żyjąc pełnią życia i czerpiąc z tego co nas dotąd wykańczało…
nie ma nic bardziej wartościowego niż czas…

skupmy się więc na uśmiechu, na uczuciach pozytywnych i chwilach których nie zapomnimy… chwilach radości, zapomnienia i uniesienia.. chwilach dla których w ogóle coś robimy.. bo nie po to się kupuje auto żeby je mieć a po to by móc się nim przejechać, ergo. żyjemy dla chwili w której przejedziemy się nową bryką. Nie po to kupuje się dom/mieszkanie by je mieć a po to by przeżyć w nim chwile piękne z kimś drugim.. nie po to się działa by mieć a po to by to co się ma móc wykorzystać…

a to co negatywne odrzućmy, “zwalony humor” jest mało wart i nie stać go na moją “dniówkę” :) więc niech spada.. trzeba się cenić, right? :)

dobra, kończę ten post, chyba wylałem trochę z siebie :) a teraz wleję w siebie odrobinę coca-coli i dokończę pisać coś innego a Wam dziękuję za poświęcenie chwili na przeczytanie tego postu :)

pozdrawiam,

rozmyślający arvind :)

Zmień okulary…

August 22, 2008 – 1:16 pm dodał: Arvind Juneja


ostatnio mam coraz więcej ruchu, jeżdżę na rowerku, gram w kosza, siłuję się ze sztangą i…jeżdżę na basen.. i z powrotem ;) nie no żart, pływam sobie w basenie w Józefowie..

Po powrocie z Warszawy było ze mną cienko, ledwo przepływałem pod wodą 1/4 długości, ledwo grałem 20 minut w kosza żeby nie dostać zadyszki… smog i inne twory miasta mają jednak swój wpływ na człowieka.. i to dość widoczny..

ale ja nie o tym.. jako że jestem już dość zepsutym konsumentem i zanim pójdę na basen to muszę sobie kupić fajne okularki to i tym razem najpierw odwiedziłem sklep, poprzymierzałem fajne okularki (i to cudo na nosek ;]) i pojechałem na basen.. okulary faktycznie cud miód, przylegały fajnie itd…

i tak sobie pływałem, patrzyłem jak Dariusz ( p3-team ;] a jak!) robi 1,5 basenu pod wodą zmierzając do osiągnięcia wyniku “dwóch”a sam co chwile wypływałem na wierzch w połowie.. zastanawiałem się co by tu zrobić żeby poprawić swój marny wynik.. obserwowałem jak pływają inni, jak pływa Darek i próbowałem ich naśladować… i nic.. dałem sobie spokój, bawiłem się pod wodą (uwielbiam być pod wodą, ten “brak” grawitacji… ach ;] ) i nagle stała się dziwna rzecz, Darek powiedział że jego okulary są za małe i nie mają regulacji, moje miały więc się zamieniliśmy…

i stało się, skoczyłem, płynę, jestem pod wodą w połowie i zobaczyłem na odległość “koniec toru”… nie mogłem nie dopłynąć… przecież był tak blisko.. przycisnąłem i dopłynąłem… cieszyłem się jak dziecko, zrobiłem cały basen pod wodą…

wystarczyło że zmieniłem okulary na takie w których widziałem więcej, widziałem dokąd płynę, w poprzednich było wszystko fajnie przyciemnione ale przez to nie widziałem celu do którego dążyłem i skupiałem się na tym co tak naprawdę nie wiele zmieniało

a “wystarczyło” zmienić okulary :)