nie daj się sobie…
April 21, 2008 – 7:56 pmtak się kiedyś zastanawiałem i doszedłem do wniosku że pewność siebie to jest broń potężna, potężna tak że weź… człowiek pewien swoich możliwości jest w stanie przenosić góry, robić rzeczy które dla innych wydają się być niemożliwymi…
problem polega na tym że każda broń ciężkiego kalibru nieumiejętnie trzymana przed wystrzałem może doprowadzić do co najmniej wybicia barku.. i w pewnym momencie człowiek staje na przeciw samego siebie a w tej walce mamy sytuację Patową. Zacząłem więc szukać tego miejsca w którym zbłądziłem - bo zbłądziłem, jeśli się ktoś jeszcze nie domyślił…
tu doszedłem do wniosku że wiara w siebie a pewność siebie to nie to samo… co dziwniejsze nasunął mi się taki wniosek:
Gdy jesteśmy pewni siebie bardziej dokładnie wyznaczamy sobie granice przez które lepiej nie przechodzić bo możemy się potknąć. Gdy staramy się wierzyć w swoje umiejętności czy wiedzę wtedy ta granica jest rozmyta bo nadal szukamy jak daleko możemy dojść…
I tego mi brakowało, moja wiara we własne możliwości mnie przystopowała bo najzwyczajniej w świecie się przestraszyłem gdy tylko miałem przekroczyć pewną granicę między poznanym a nowym światem który na nas czeka. Tak było np. z moimi treningami parkour. Dla Was może to być nic szczególnego, jakiś tam sport, ruch, aktywność fizyczna. Dla mnie jest to część mnie, jedna z pasji która w pewien sposób mnie ukształtowała i pozwoliła dojść do tego miejsca w którym dziś jestem…
był jednak taki moment w którym wydawało mi się że opanowałem się na tyle na ile mogłem i od tamtej pory zamiast iść do przodu tylko się cofałem chroniąc się przed wszystkim tym co kiedyś traktowałem jak wyzwanie. Dziś jako trener AFA łapię się na tym że momentami boję się skoczyć tam gdzie innym tłumaczę jak mają skakać….pamiętam jak się skacze, pamiętam jak się upada… moje ciało jednak część z tych rzeczy zapomniało…
Na treningu podczas spotkania jeden z trenerów powiedział “zapomnieliście że to ma być zabawa” i przez chwile pomyślałem “ale jas ię przecież dobrze bawię”…. teraz jednak stwierdzam że nie, faktycznie podświadomie zagubiłem gdzieś ten motwy zabawy, tę myśl przed skokiem “a co tam, najwyżej” (cenzura;])..
teraz to się zmieni.
będę się przewracał
będę się podnosił
będę próbował…
i nie że od poniedziałku, nie że od jutra.
tylko teraz, już. Cześć, jestem Arvind, ten którego znaliście. Pora wziąć się do roboty bo czeka nas jeszcze duuuużo pracy.
(^to było nie tylko odnośnie treningów… cv trzeba uzupełnić, portfolio firmy trzeba uzupełnić… rynku bój się)
a jaki z tego morał? warto spojrzeć na siebie z dystansem, sprawdzić czy aby nie poszliśmy za bardzo w pewność siebie i nie zagubiliśmy gdzieś wiary która pozwalała przełamywać wszelkie bariery… wiem że może nie spisałem swych myśli teraz zbyt czytelnie ale tak na dobrą sprawę wpis miał być o czymś zupełnie innym…
a jak wyszło, sami widzicie.







7 Responses to “nie daj się sobie…”
hmm. masz wiele przemyslen i do tego trafnych… moze napiszesz kiedys ksiazke???
a teraz do rzeczy, moim zdaniem nie jest do konca tak jak myslisz, ale hej moze i ja sie myle, mam dopiero 14 lat;D, ja uwazam ze od wiara w siebie zalezy wlasnie od pewnosci… bo gdybys mial zrobic skok i nie wierzylbys ze to zrobisz to jak moglbys byc tego pewny??? wg. mnie jesli ktos chce cos naprawde osiagnac musi w to uwierzyc i byc do konca pewny ze to zrobi, wiec wychodzi na jedno… co o tym myslisz???
p.s. swietnie piszesz, naprawde;)
By Drops14 on Apr 22, 2008
Dokładnie, bardzo trafne przemyślenia. A co do wiary i pewności - mi wydaje się, że wiara w siebie, a pewność siebie w pewnym sensie oznaczają to samo. Zarówno możesz powiedzieć “jestem pewien, że to zrobię”, a możesz również powiedzieć “wierzę, że to zrobię” i można łatwo zauważyć, że na dobrą sprawę oba wyrażenia oznaczają to samo. A mówiąc o tym jak powiedziałeś “przez chwile pomyślałem “ale ja się przecież dobrze bawię”…. teraz jednak stwierdzam że nie”, zawsze tak jest… W moim przypadku, gdy zaczynałem tańczyć Melbourne Shuffle, było to dla mnie przyjemne, dawało mi to dużo satysfakcji, tak samo jest ze skokami, itp. Lecz dopiero później, gdy opanuje się to do perfekcji, zaczynamy brać to na poważnie, chcemy zrobić to jak najlepiej, wpadamy w lekki obłęd, gdy nam się nie uda. A nie sądzisz, że powinno być odwrotnie? Według mnie tak, ale niestety nie jest… Przy okazji chciałbym zaznaczyć, że blog jest naprawdę bardzo dobrze prowadzony i można z niego wyciągnąć bardzo pożyteczne wnioski i przemyśleć kilka ważnych spraw, za co bardzo Ci dziękuję ;)
Pozdrawiam.
By MoRo on Apr 22, 2008
Mam 15 lat Parkour trenuję od maja ubiegłego roku jednak jakieś 2 - 3 miesiące temu wpadłem w takiego ,,doła,, życiowego że zapomniałem o pk i 3r. dzisiaj otworzyłem nieco swój umysł i przypomniałem sobie że istnieje w internecie twój blog wchodzę i widzę twoją (tą) informację przeczytałem do końca i znów złapałem tego samego ducha do walki jak kiedyś, mimo że nie zapomniałem o tym co mnie ostatnio spotkało. Arvind jesteś najlepszym dowodem że można jeśli się chce i uznałem Cię za wzór do naśladowania. Dzięki za motywacje.
By Jakub on Apr 26, 2008
Acha znalazłem na yt. twój film :) brakuje go na twoim koncie http://pl.youtube.com/watch?v=Es8ejUEI-qY
By Jakub on Apr 26, 2008
Byl czas, ze ja z kolei na treningu trickz za malo dawalem z siebie, bawilem sie tzn. za bardzo przekladalo sie to na relaks niz na nowe doswiadczenia :) Mozna byc szczesliwym robiac to co zwykle z jakimis urozmaiceniami albo sie troche sprezyc i sprobowac nowego tricku, zwiekszyc poziom juz znanego i byc bardziej zadowolonym :D
Pozdro
By webmaster21 on Apr 27, 2008
A zaktualizowanie stronki P3 teamu Arvindzie chyba zapomniałeś o niej zupełnie ostatni post jest z ubiegłego roku ojj to był chyba ciężki rok
By Wiśniowy on May 1, 2008
ano niestety ale na skakanie czasu coraz mniej było..
By Arvind Juneja on May 3, 2008